Za darmowe dzwonki do sądu

Gratisy, prezenty i darmowe oferty są bardzo atrakcyjnym elementem krajobrazu internetowego. Oczywistym jest więc, iż takie naturalne zainteresowanie użytkowników Internetu wykorzystuje wiele firm. Niestety nie wszystko złoto, co się świeci. Nie każdej firmie, która deklaruje w treści swojego przekazu reklamowego, iż ma dla nas całkowicie niezobowiązującą finansowo ofertę, warto dać wiarę. W zasadzie zawsze w takiej sytuacji powinna się w głowie zapalić czerwona lampka, sugerująca dystans i nieco ostrożności, ale wiele osób ma tę żaróweczkę bardzo małą, innym się dawno spaliła, a jeszcze inni sami ją wykręcili. Szczególnie użytkownicy Internetu zza oceanu są podatni na tego typu przynęty i to właśnie amerykańskie firmy prawnicze zabrały się za próbę oczyszczenia przedpola.

Głównie chodzi o serwisy obiecujące internatom z USA ‘darmowe’ dzwonki telefoniczne za zarejestrowanie się w serwisie. Często już sama rejestracja nie jest darmowa, a serwis skupia się na innych celach, niż ten zadeklarowany w przekazie reklamowym. Z tego tytułu w sądowo-prawne sytuacje wplątał się serwis reklamowy AzoogleAds oraz koncern AT&T, a niedawno główny potentat rynku wyszukiwarek internetowych, firma Google. Pozycja rynkowa Google nie wymaga od niego oczywiście stosowania zwodniczych technik. Przyczyną zamieszania jest tolerowanie na tworzonych przez siebie przestrzeniach reklamowych ofert tzw. firm trzecich lub ich serwisów internetowych. Wytknięto im, że nie stosują własnych przepisów, w których oczekują od reklamodawców oferujących treści przeznaczone na telefony komórkowe, by na stronach docelowych podawali dokładne ceny usług, przejrzyste zasady korzystania z serwisu oraz możliwości rezygnacji. Jednak w praktyce egzekwowanie tego typu reguł jest bardzo trudne, użytkownicy zdani są więc na własny rozsądek i intuicję.

Sprawa jest dość rozwojowa i na pewno nie przesądzona z góry. Amerykańscy gracze rynku internetowego posiadają wiele obowiązków, lecz strzegą także swoich praw, do niezależności i wolności publikacji dowolnych treści (zgodnych z prawem oczywiście) np.: poprzez „Communications Decency Act”. Każdy internauta powinien w takiej sytuacji stosować zasadę ograniczonego zaufania, by nie nabijać łatwej kabzy różnym cwaniaczkom.

za:MediaPost Publications